Nie możemy istnieć poza Panem. On nas stworzył, On nas karmi i On trzyma nas przy życiu. Nie ma istoty, która byłaby naprawdę niezależna od Pana. Uczucie niezależności może istnieć wyłącznie w świadomości, ponieważ dla człowieka rzeczywiście możliwe jest za pomocą woli ignorowanie lub przecięcie więzi, która łączy go ze Stwórcą. Ale wówczas idzie się krok po kroku w stronę śmierci duchowej. Niektórzy powiedzą: „Ale Bóg jest w Niebie, a my jesteśmy na ziemi, jesteśmy tak daleko od Niego!” Ależ nie, to nie jest argument, ponieważ rzeczywistość połączenia z Bogiem zależy od naszego stanu świadomości. Bóg jest w Niebie, ale dlaczego, stojąc obydwoma nogami w życiu, nie możemy razem z nim być jednocześnie w Niebie? To jest kwestia świadomości.
Człowiekowi zadaje się pytanie, co powinien zrobić z tymi wszystkimi materiałami, które ma do dyspozycji, aby zbudować swoją własną egzystencję. Człowiek jest częścią budowli kosmicznej, ale nie jest w niej umieszczony tak, jakby był tylko kamieniem, rośliną czy zwierzęciem. Jako istota myśląca człowiek musi odgrywać inną rolę. Musi poznać wszystkie materiały i nauczyć się, jak ich używać, aby zbudować swoje życie w taki sposób, by miało ono swój udział w budowie życia kolektywnego. Tak, wcześniej lub później każdy musi wykonać tę pracę: wziąć udział przy wznoszeniu tej budowli, życia kolektywnego, życia uniwersalnego. Wszelkie nasze działanie musi być nakierowane na życie uniwersalne. Tak długo natomiast, jak człowiek prowadzi indywidualistyczne, egoistyczne, oddzielone od całości życie, to jest tak, jak gdyby człowiek zadowalał się gromadzeniem materiałów, nie potrafiąc nic z nimi począć. Niestety jest to przypadek większości ludzi. Zadowalają się gromadzeniem materiałów i pod ich ciężarem załamują się. Muszą w końcu zdecydować się coś z nimi zrobić!
Jeżeli czujecie, że jesteście zdemotywowani, to pierwsze, co musicie zrobić, to powiedzieć sobie: „to minie”. Schowajcie się na chwilę wewnątrz siebie, jak byście chcieli popaść w sen zimowy i zostańcie tam tak długo, aż na nowo odnajdziecie oddech życia.
Zniechęcenie jest jak zima. A po zimie przychodzi wiosna. W zależności od lat nadchodzi ona wcześniej lub później, czasami przychodzi bardzo późno, ale w końcu zawsze nadchodzi. Dlatego nigdy nie można całkowicie porzucać nadziei. W którymś momencie zawsze nadchodzi zapał i energia. Jak wielu – na krótko przed powrotem wiosny – poddało się! To wielka szkoda. Mogli być uratowani, ale nie mieli pojęcia o odnowie i byli straceni.
A więc, jakie by nie były wasze zmartwienia, nigdy nie dajcie waszemu Niebu całkowicie się zaciemnić i powiedzcie sobie: „Być może jeszcze nie wszystko jest stracone, poczekajmy jeszcze trochę.” Krok po kroczku ciemność zniknie, a zimno was opuści!*
* Patrz: Tom 224 „Potęga myśli”, rozdział 13.
Pieniądze są konieczne do życia, to nie ulega wątpliwości. Jednak ten, kto podąża drogą duchową, musi zachować ostrożność w swoich relacjach z pieniędzmi. Ponieważ pieniądze są niebezpieczną pokusą i ten, kto nie jest świadomy niebezpieczeństwa, ten poprzez myślenie o pieniądzach, pożądanie pieniędzy pozwala zaciemnić w sobie wewnętrzny obraz Nieba. Są one wówczas jak ekran, jak zasłona, która przeszkadza niebiańskiemu światłu przedostać się do środka.
Pieniądze należy włożyć do kieszeni, do szuflady, do sejfu, wszystko jedno gdzie, tylko nie do swojej głowy, w przeciwnym razie one staną się waszym panem, a wy ich niewolnikami. Jeżeli wy jesteście ich panem i one się was słuchają, możecie uczynić wiele dobrego. Jednak gdy pieniądze są waszym panem, będą popychać was do tego, żebyście przejęli panowanie nad innymi, zaszkodzili im, zniszczyli ich i zmuszą was, byście w ten sposób przekroczyli wiele praw.
Tylko prawdziwy mistrz może posiadać złoto całego świata, nie czyniąc przy tym nigdy nic złego. Ponieważ jest on panem samego siebie i złota. A więc ten, kto chce kroczyć drogą duchowości, musi dobrze zastanowić się nad swoją relacją z pieniędzmi, w przeciwnym razie nie ma sensu choćby mówić o duchowości.*
* Patrz: Tom 231 „Ziarna szczęścia” (e-book), rozdział 5.
Wielu chrześcijan zadaje sobie pytanie: „Już od dwóch tysięcy lat chrześcijanie pracują nad Królestwem Bożym, więc jak to się dzieje, że ono jest jeszcze tak daleko?” Jest tak wiele wojen, klęsk głodu, nędzy i nieszczęścia! Zgadza się, ludzie nie wiedzą jednak, w jaki sposób muszą pracować dla Królestwa Bożego. Spędzają czas na mówieniu i pisaniu, aby podkreślić ten błąd lub tamto niedociągnięcie, złą organizację, nieudolność decydentów, źle wydane pieniądze itd. Liczą wyłącznie na rozwiązania materialne i aby z nich skorzystać, są uwikłani w ciągłe utarczki z innymi. Jak Królestwo Boże ma się zrealizować w takich warunkach? Od tej chwili należy nauczyć się myśleć i postępować inaczej. Ten, kto naprawdę chce pracować na rzecz nadejścia Królestwa Bożego na ziemi, musi wiedzieć, że nie jest w stanie tego osiągnąć za pomocą ludzkich, materialnych metod, lecz boskimi sposobami, sposobami ducha. Te metody polegają na karmieniu w sobie tylko najlepszych życzeń i myśli, wypowiadaniu tylko pozytywnych słów, ponieważ takie uczucia i życzenia wywołują w świecie niewidzialnym świetliste siły, które pomagają ludziom w ich pracy.
Nawet jeżeli myślicie o innych rzeczach, uczestnicząc we wschodzie słońca, to od promieni słonecznych zawsze otrzymacie coś dobrego dla waszego ciała oraz czystość i świeżość porannego powietrza, ale nic więcej. Nie otrzymacie cząsteczek subtelnych, które pomogłyby wam w waszej dalszej ewolucji duchowej. Jeżeli natomiast bylibyście świadomi, że słońce poprzez swoje promienie może przenieść na was swoje życie, swoją miłość i swoją mądrość, wówczas jesteście gotowi je przyjąć. Otwieracie w was tysiące drzwi, przez które owe promienie mogą wejść w was i pozostawić swoje skarby i w ten sposób słońce napełnia waszą całą istotę swoimi dobrodziejstwami. Z tego względu tak ważna jest jasność co do tego, co oznacza słońce. Dzięki tej świadomości możecie przyjmować cząsteczki, które pomogą wam zgłębić prawa i tajemnice natury oraz zakosztować pokoju i szczęścia.
Bóg jest nie tylko naszym Stwórcą, lecz również naszym Ojcem i my jesteśmy co do swojej istoty jak On. Gdy Jezus powiedział: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”, to w kilku słowach streścił największe tajemnice religii. Niektórzy powiedzą: „Tak, ale my nie jesteśmy Jezusem. On prawdziwie był synem Boga, podczas gdy my grzesznicy…”. Jeżeli Kościół stworzył między Jezusem a ludźmi nieskończenie wielki dystans, przedstawiając go jako równoważnego z Samym Bogiem, jako drugą osobę w Trójcy Świętej, jako Chrystusa – Zasadę Kosmiczną, to jest to jego sprawa. Jezus sam nigdy nic takiego nie powiedział, nigdy nie twierdził, że jest innego rodzaju istotą niż pozostali ludzie. Gdy powiedział, że jest Synem Bożym, to nie dał tym samym do zrozumienia, że stoi wyżej niż cała reszta rodu ludzkiego. Wręcz przeciwnie: mówiąc, że jest Synem Bożym, podkreślił boską naturę wszystkich ludzi. To oznaczają słowa: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” oraz również słowa: „Kto we mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni.”
Bez mądrości i bez miłości nie ma prawdy. A ponieważ ludzie tego nie pojęli, pragną ciągle zniewalać innych w imię swojej prawdy. Gdy ktoś się w ten sposób narzuca, musi wiedzieć, że nie jest dobrym sługą prawdy, ponieważ w przemocy nie ma ani miłości, ani mądrości. Powiecie: „Ale, jeżeli niektórzy odrzucają prawdę, należy im ją narzucić”. Nie, nie wolno narzucać prawdy, to nic nie da! Prędzej czy później ci ludzie ją odrzucą. Trzeba wiedzieć, że prawda nie może zostać przyswojona przez wszystkich, ponieważ wiele osób jest wciąż bardzo oddalonych od mądrości i miłości. Niebo zabrania narzucania im prawdy przemocą. Dlatego nauka wielkich mistrzów jest dla tych, którzy poczynili już pewne doświadczenia i zrozumieli, że prawdziwe życie polega na postępach duchowych. Jeżeli chodzi o ludzi, którzy tego nie zrozumieli, to niestety trzeba poczekać, aż życie ich tego nauczy. Nie jest naszym zadaniem narzucanie im czegokolwiek.
Prawdziwi wtajemniczeni, prawdziwi mistrzowie duchowi, są dyrygentami. Powiecie: „Ale oni są całkiem sami, nie mają muzyków, którymi mogliby dyrygować!” Nie dajcie się zmylić, mają w sobie orkiestrę i dyrygują tą orkiestrą dzień i noc. Ależ tak, wszystkie ich organy, wszystkie ich komórki tworzą orkiestrę i to one śpiewają i grają partytury, które im się poda. Mózg, żołądek, serce, dłonie, stopy, uszy, oczy, usta itd. Każda część ciała prowadzi swoją aktywność, dzięki której przyczynia się do harmonii organizmu.
Tak, ale funkcjonowanie na płaszczyźnie fizycznej nie wystarcza. Dlatego wtajemniczony każdego dnia pyta swoje organy. Pyta swoje nogi: „Dokąd mnie prowadzicie?”, swoje ręce: „Jakie działania przygotowujecie?”, swoje usta: „Jakie słowa wypowiadacie?”, swoje oczy: „A wy, czemu się przypatrujecie?”, swój mózg: „Na jakich myślach się koncentrujesz?” I stara się zaprowadzić między nimi harmonię i utrzymać ją. Jeżeli chcecie uchodzić za inteligentnych i świadomych uczniów, musicie również stać się dobrymi dyrygentami. Każdego dnia nie tylko zwracajcie uwagę na to, czy organy waszego ciała fizycznego pracują harmonijnie, aby zachować was przy zdrowiu, lecz myślcie również o tym, żeby ich pracę ukierunkować na wyższy cel, żeby nie powstawały dysonanse w organizmie kosmicznym.
Kto decyduje się nie zważać na doświadczenia przodków, ten wykazuje się źle pojętą niezależnością. Poza tym, czy się to wie, czy się nie wie, nie da się od nich uciec. Co robi pisarz, poeta, muzyk lub malarz? Żyje swoim życiem, a w tym samym czasie tworzy dzieło, które może być odbiciem jego doświadczeń. Następnie pozostawia to dzieło ludziom, którzy się nim karmią. Wiek po wieku zgromadziło się dziedzictwo myśli i wrażeń, które przenośnie mówiąc, otrzymujemy do kołyski. Zatem w rzeczywistości jesteśmy zalani życiem innych, ich myślami, ich uczuciami, ich odkryciami i ich zachwytami, ale również ich błędami i ich lękami. A więc, o jakiej wolności mówimy? Nie da się uniknąć wpływów, ale należy się uczyć przyjmować tylko te najlepsze.
