Człowiek leży wyciągnięty na ziemi. Widzicie go, możecie go nawet dotknąć. Ale on nie żyje, coś niewidzialnego go opuściło, to „coś”, co pozwalało mu biegać, kochać, mówić i myśleć. Możecie położyć koło niego wszelkie pożywienie i wszystkie skarby świata i powiedzieć mu: „Wszystko to jest dla ciebie, mój drogi, ciesz się!”. Nic nie da się zrobić, nie rusza się. Cóż, jak można wobec tego kwestionować istnienie niewidzialnego świata?
Świat widzialny – tu ciało – jest niczym, jeżeli nie jest ożywiony i strzeżony przez świat niewidzialny. Za tym, co widzialne, należy zawsze szukać niewidzialnego. Jeżeli istnieje dla nas świat, jeżeli możemy widzieć niebo i słońce, to dzięki tej niewidzialnej zasadzie w nas, która umożliwia nam odkrywać je za pomocą widocznych instrumentów – naszych oczu. Jeżeli nie byłoby tej niewidzialnej zasady, nasze oczy, chociaż istniałyby, nie przydałyby się nam, nic byśmy nie widzieli. Świat widzialny jest tylko opakowaniem dla świata niewidzialnego, bez którego nie rozpoznalibyśmy nic z tego, co istnieje wokół nas.*
* Patrz: Tom 228 „Spojrzenia na niewidzialne”, rozdział 1.

