Prawda jest taka, że człowiek jako istota duchowa jeszcze nie wcielił się w swoje ciało. Ciało ciągnie ducha ze sobą, ten jest w nim pogrzebany, przytłoczony, czasem zupełnie uduszony, ale on nie mieszka w nim naprawdę. Duch może zamieszkać tylko w mieszkaniu godnym niego. Póki tak nie jest, duch (albo raczej to, co człowiek uznaje za ducha) spaceruje z ciałem, dokładnie tak samo jak mąż z żoną kołyszą się, idąc pod ramię… Cóż za przedstawienie!
Ale właśnie tak wygląda sytuacja człowieka, który nie pojął jeszcze, że musi wykonać pracę nad sobą. A jaka to jest praca? Uwolnienie boskiej zasady w sobie, aby mogła wznieść się najwyżej jak to możliwe, a podczas swojego powrotu, gdy zejdzie na dół, będzie czyścić i rozświetlać swoje mieszkanie. Tym mieszkaniem jest ciało fizyczne, ale również ciało astralne i mentalnie, przez które pewnego dnia nasz duch będzie się wyrażał.

